środa, 12 października 2016

Zadanie 1. - Odpowiedzi na pytania

1.             Jakie gesty lub słowa są dla Ciebie typowe?

Pomimo, że zdarza mi się żywo gestykulować kiedy z kimś rozmawiam do głowy nie przychodzą mi żadne charakterystyczne dla mnie gesty. Bardzo możliwe, że najzwyczajniej nie zdaje sobie sprawy z ich wykonywania. Jednak jeśli miałabym wskazać na coś co często zdarza mi się robić, było by to zakrywanie ust, gdy się śmieję – niezbyt lubię pokazywać swój uśmiech i gładzenie włosów, które zwykle nie są w stanie pozostać na wyznaczonym dla nich miejscu.
Dużo łatwiej jest mi znaleźć słowa, które powtarzam często i zwykle bez namysłu, zgodnie z zasadą „najpierw mówię, później myślę”. Z całej masy takich słów miejsce w czołówce zajmują „molla" i „kamsahamnida". Te dwa obco brzmiące zbitki dźwięków są dowodem na to jak wiele godzin mego życia spędziłam na oglądaniu koreańskich produkcji telewizyjnych. Początkowo powtarzane celowo, trochę w formie zabawy, te i podobne im słowa z czasem stały się częścią mego codziennego języka używanego w prywatnych konwersacjach. Oczywiście ku zdziwieniu części znajomych niekoniecznie równie zafascynowanych wytworami dalekowschodniej popkultury.
Dodatkowo w moim słowniku okazjonalnie pojawiają się słowa, których zdecydowanie nadużywam, ale jedynie przez jakiś czas. Zwykle przyklejają się one do mnie i nie chcą puścić przez tygodnie czy miesiące, aż zostaną zastąpione przez inne. Przyznam, że na wspomnienie takich „rzepów” uśmiecham się sama do siebie. Rzeczywistość wirtualna oczywiście obdarowała mnie „lolem” i nie wiadomo czym dokładnie spowodowanym „żalem”. W międzyczasie pojawiła się też niejedna „masakra”, chociaż ta towarzyszy mi do dnia dzisiejszego.


2.             W jaki sposób zwykle dbasz o swoje ciało / o swój wygląd?

Zapewne w tym przypadku nie wykażę się szczególną oryginalnością. Ba! Zapewne odpowiedź której udzielę przywiedzie na myśl obraz stereotypowej kobiety. Fakty są jednak jakie są. Każdego dnia wklepuję więc w twarz kolejne warstwy kremów i esencji, zawsze w odpowiedniej kolejności i odstępie czasowym, wspomagając wszystko masażami twarzy i przykładając uwagę do każdego wykonywanego ruchu. Stało się to już dla mnie rytuałem, ale też i chwilą pozwalającą na odprężenie, czymś na co czekam każdego dnia. Niezwykle ważną częścią mego rytuału są też maseczki  w płacie, najlepiej produkcji południowo-koreańskiej.
Innym sposobem na dbanie o ciało są dla mnie ćwiczenia jogi. Nie jestem szczególnie wygimnastykowana i nigdy specjalnie nie lubiłam ćwiczeń, ani nie interesowałam się sportem (pomijając okres w którym zafascynowana byłam jazdą konną), jednak moje powolne i wciąż dość niepozorne kroki stawiane w świecie jogi, są dla mnie kolejnym sposobem na relaks. Dostarczają też ciału, zwykle przykutemu do biurka i niezbyt aktywnemu, odrobiny ruchu.

3.             Z jakiego powodu ostatnio płakałeś/aś lub śmiałeś/aś się?

Ostatni raz płakałam kiedy po raz kolejny oglądałam jeden z moich ulubionych filmów. Chociaż znałam już fabułę, nie udało mi się opanować emocji. Był to smutny film, więc gdy poruszył mną po raz pierwszy łzy wydały mi się czymś naturalnym. Jednak produkcja ta, bez względu na to ile razy do niej powracam, zawsze wywołuje we mnie te same reakcje. Chwilami wydaje mi się to nieco dziwne i zastanawiam się dlaczego znów płaczę.
Ostatni seans odbyłam z przyjaciółką. Zwykle gdy płaczę staram się robić to w samotności, gdy nikt tego nie widzi. W płaczu, czy to histerycznym czy też niewinnym ronieniu pojedynczych łez, jest coś zawstydzającego. Coś co sprawia, że człowiek wydaje się słaby i bezbronny. Przynajmniej ja tak się czuję. Jakbym odsłaniała siebie, aż za bardzo. Nie lubię tego uczucia. Tym razem mimo obecności drugiej osoby nie udało mi się powstrzymać kumulujących się we mnie emocji. Nie jestem do końca pewna czym spowodowane było to zawstydzenie, które wtedy poczułam, dlaczego łzy są czymś co chciałabym ukryć. Zdecydowanie łatwiej jest mi dzielić się śmiechem niż łzami.  

4.             Jakiego rodzaju duchową aktywność codziennie podejmujesz?

Z aktywności, które podejmuje każdego dnia najbardziej duchowym doświadczeniem są dla mnie chwile spędzane na słuchaniu muzyki. Ta jest bardzo ważną częścią mojego życia. Działa na moje emocje, jest też sposobem na ich wyrażanie. Nie jest to jeden typ muzyki. To czego słucham danego dnia jest zależne od mego nastroju, myśli które akurat krążą mi po głowie, czasem nawet od pory roku czy pogody za oknem. Jest wiele piosenek do których wracam w określonym czasie każdego roku, te do których sięgam kiedy chcę się zrelaksować lub gdy jestem szczęśliwa. Są to też utwory, które przywołują na myśl określone osoby czy zdarzenia. Jest coś wyjątkowego w chwilach, gdy z słuchawkami na uszach oddaje się zupełnie muzyce, coś całkowicie duchowego lub kiedy wspólnie z innymi rozkoszuje się żywymi dźwiękami dochodzącymi ze sceny. Ciężko jest mi wyobrazić sobie mój dzień, gdyby pozbawić go muzyki. 


5.             Jaką książkę (pomijając lektury zadane na zajęcia) ostatnio przeczytałeś/aś?

Ostatnią książką przeczytaną całkowicie dla przyjemności, w chwili gdy starałam się zapomnieć o literaturowej wierzy krzyczącej „praca magisterska!”, była praca dwóch autorów Nicolasa Leviego i Edgara Czop - „Kim jest Kim Dzong Un?”. Sięgnęłam po nią z powodu dużego zainteresowania poczynaniami kolejnych pokoleń Kimów, zachęcona też poprzednimi książkami Nicolasa Leviego. Oczywiście nie bez znaczenia była okładka książki z której zachęcająco uśmiechał się czarno-biały grubasek - nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Książkę czytało się całkiem przyjemnie, autorom udało się dotrzeć do wielu interesujących faktów, pomimo że informacje na temat Korei Północnej i kolejnych władających Kimów są trudno dostępne. Dodatkowo jest to pierwsza polska pozycja dotycząca życia Kim Dzong Una, co jest jej kolejnym atutem i co również bardzo mnie zachęciło do sięgnięcia po tę pozycję. 


6.             W jakiego rodzaju działaniach jesteś najbardziej kreatywny/a?


Prawdopodobnie największą kreatywnością wykazuje się kiedy tworzę coś zupełnie dla przyjemności, nieobarczona presją czasu i odgórnym przymusem. Bardzo lubię prace manualne, które pozwalają mojej wyobraźni działać w pełni. Myślę, że najlepszym przykładem są własnoręcznie tworzone prezenty dla przyjaciół. Ach, cóż to są za prezenty! Oczywiście nie wypada się chwalić, ale cóż poradzić kiedy kłamać też nie wypada i szczerze muszę odpowiedzieć na powyższe pytanie. Zatem wracając do sedna…. Zdecydowanie są to podarunki jedyne w swoim rodzaju. Pełne inwencji, pomysłu, zawsze z nutką humorystyczną i specjalnie dobrane do zainteresowań i gustów obdarowywanych. Jakie konkretnie są to prezenty nie jest aż tak istotne. Ważne natomiast, że zawsze są to paczki przepełnione wspomnieniami i znaczeniem zrozumiałym tylko dla mnie i mego drogiego przyjaciela. I zawsze powodują, że dostaje w zamian prezenty jeszcze wyśmienitsze - czy to szczery uśmiech, czy łezkę, którą drogi mi przyjaciel uroni. Sam zresztą proces tworzenia jest dla mnie niezwykle wartościowy, bo każda chwila spędzona na planowaniu i wykonywaniu prezentu  jest dedykowana obdarowywanemu. Nawet jeśli tylko ja w niej uczestniczę, to czuje jakby nasza więź stawała się dzięki temu mocniejsza. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz