1. Jakie gesty lub słowa są dla Ciebie typowe?
Pomimo,
że zdarza mi się żywo gestykulować kiedy z kimś rozmawiam do głowy nie
przychodzą mi żadne charakterystyczne dla mnie gesty. Bardzo możliwe, że
najzwyczajniej nie zdaje sobie sprawy z ich wykonywania. Jednak jeśli miałabym
wskazać na coś co często zdarza mi się robić, było by to zakrywanie ust, gdy
się śmieję – niezbyt lubię pokazywać swój uśmiech i gładzenie włosów, które
zwykle nie są w stanie pozostać na wyznaczonym dla nich miejscu.
Dużo
łatwiej jest mi znaleźć słowa, które powtarzam często i zwykle bez namysłu,
zgodnie z zasadą „najpierw mówię, później myślę”. Z całej masy takich słów
miejsce w czołówce zajmują „molla" i „kamsahamnida". Te dwa
obco brzmiące zbitki dźwięków są dowodem na to jak wiele godzin mego życia
spędziłam na oglądaniu koreańskich produkcji telewizyjnych. Początkowo
powtarzane celowo, trochę w formie zabawy, te i podobne im słowa z czasem stały
się częścią mego codziennego języka używanego w prywatnych konwersacjach.
Oczywiście ku zdziwieniu części znajomych niekoniecznie równie zafascynowanych
wytworami dalekowschodniej popkultury.
Dodatkowo
w moim słowniku okazjonalnie pojawiają się słowa, których zdecydowanie
nadużywam, ale jedynie przez jakiś czas. Zwykle przyklejają się one do mnie i
nie chcą puścić przez tygodnie czy miesiące, aż zostaną zastąpione przez inne.
Przyznam, że na wspomnienie takich „rzepów” uśmiecham się sama do siebie.
Rzeczywistość wirtualna oczywiście obdarowała mnie „lolem” i nie wiadomo czym
dokładnie spowodowanym „żalem”. W międzyczasie pojawiła się też niejedna
„masakra”, chociaż ta towarzyszy mi do dnia dzisiejszego.
2. W jaki sposób zwykle dbasz o swoje
ciało / o swój wygląd?
Zapewne
w tym przypadku nie wykażę się szczególną oryginalnością. Ba! Zapewne odpowiedź
której udzielę przywiedzie na myśl obraz stereotypowej kobiety. Fakty są jednak
jakie są. Każdego dnia wklepuję więc w twarz kolejne warstwy kremów i esencji,
zawsze w odpowiedniej kolejności i odstępie czasowym, wspomagając wszystko
masażami twarzy i przykładając uwagę do każdego wykonywanego ruchu. Stało się
to już dla mnie rytuałem, ale też i chwilą pozwalającą na odprężenie, czymś na
co czekam każdego dnia. Niezwykle ważną częścią mego rytuału są też
maseczki w płacie, najlepiej produkcji południowo-koreańskiej.
Innym
sposobem na dbanie o ciało są dla mnie ćwiczenia jogi. Nie jestem szczególnie
wygimnastykowana i nigdy specjalnie nie lubiłam ćwiczeń, ani nie interesowałam
się sportem (pomijając okres w którym zafascynowana byłam jazdą konną), jednak
moje powolne i wciąż dość niepozorne kroki stawiane w świecie jogi, są dla mnie
kolejnym sposobem na relaks. Dostarczają też ciału, zwykle przykutemu do biurka
i niezbyt aktywnemu, odrobiny
ruchu.
3. Z jakiego powodu ostatnio płakałeś/aś lub
śmiałeś/aś się?
Ostatni
raz płakałam kiedy po raz kolejny oglądałam jeden z moich ulubionych filmów.
Chociaż znałam już fabułę, nie udało mi się opanować emocji. Był to smutny
film, więc gdy poruszył mną po raz pierwszy łzy wydały mi się czymś naturalnym.
Jednak produkcja ta, bez względu na to ile razy do niej powracam, zawsze
wywołuje we mnie te same reakcje. Chwilami wydaje mi się to nieco dziwne i
zastanawiam się dlaczego znów płaczę.
Ostatni
seans odbyłam z przyjaciółką. Zwykle gdy płaczę staram się robić to w
samotności, gdy nikt tego nie widzi. W płaczu, czy to histerycznym czy też
niewinnym ronieniu pojedynczych łez, jest coś zawstydzającego. Coś co sprawia,
że człowiek wydaje się słaby i bezbronny. Przynajmniej ja tak się czuję. Jakbym
odsłaniała siebie, aż za bardzo. Nie lubię tego uczucia. Tym razem mimo
obecności drugiej osoby nie udało mi się powstrzymać kumulujących się we mnie
emocji. Nie jestem do końca pewna czym spowodowane było to zawstydzenie, które
wtedy poczułam, dlaczego łzy są czymś co chciałabym ukryć. Zdecydowanie łatwiej
jest mi dzielić się śmiechem niż łzami.
4. Jakiego rodzaju duchową aktywność codziennie
podejmujesz?
Z
aktywności, które podejmuje każdego dnia najbardziej duchowym doświadczeniem są
dla mnie chwile spędzane na słuchaniu muzyki. Ta jest bardzo ważną częścią
mojego życia. Działa na moje emocje, jest też sposobem na ich wyrażanie. Nie
jest to jeden typ muzyki. To czego słucham danego dnia jest zależne od mego
nastroju, myśli które akurat krążą mi po głowie, czasem nawet od pory roku czy
pogody za oknem. Jest wiele piosenek do których wracam w określonym czasie
każdego roku, te do których sięgam kiedy chcę się zrelaksować lub gdy jestem
szczęśliwa. Są to też utwory, które przywołują na myśl określone osoby czy
zdarzenia. Jest coś wyjątkowego w chwilach, gdy z słuchawkami na uszach oddaje
się zupełnie muzyce, coś całkowicie duchowego lub kiedy wspólnie z innymi
rozkoszuje się żywymi dźwiękami dochodzącymi ze sceny. Ciężko jest mi wyobrazić
sobie mój dzień, gdyby pozbawić go muzyki.
5. Jaką książkę (pomijając lektury zadane na
zajęcia) ostatnio przeczytałeś/aś?
Ostatnią
książką przeczytaną całkowicie dla przyjemności, w chwili gdy starałam się
zapomnieć o literaturowej wierzy krzyczącej „praca magisterska!”, była praca
dwóch autorów Nicolasa Leviego i Edgara Czop - „Kim jest Kim Dzong Un?”.
Sięgnęłam po nią z powodu dużego zainteresowania poczynaniami kolejnych pokoleń
Kimów, zachęcona też poprzednimi książkami Nicolasa Leviego. Oczywiście nie bez
znaczenia była okładka książki z której zachęcająco uśmiechał się czarno-biały
grubasek - nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Książkę czytało się całkiem
przyjemnie, autorom udało się dotrzeć do wielu interesujących faktów, pomimo że
informacje na temat Korei Północnej i kolejnych władających Kimów są trudno
dostępne. Dodatkowo jest to pierwsza polska pozycja dotycząca życia Kim Dzong
Una, co jest jej kolejnym atutem i co również bardzo mnie zachęciło do
sięgnięcia po tę pozycję.
6. W jakiego rodzaju działaniach jesteś najbardziej
kreatywny/a?
Prawdopodobnie
największą kreatywnością wykazuje się kiedy tworzę coś zupełnie dla
przyjemności, nieobarczona presją czasu i odgórnym przymusem. Bardzo lubię
prace manualne, które pozwalają mojej wyobraźni działać w pełni. Myślę, że
najlepszym przykładem są własnoręcznie tworzone prezenty dla przyjaciół. Ach,
cóż to są za prezenty! Oczywiście nie wypada się chwalić, ale cóż poradzić
kiedy kłamać też nie wypada i szczerze muszę odpowiedzieć na powyższe pytanie.
Zatem wracając do sedna…. Zdecydowanie są to podarunki jedyne w swoim rodzaju.
Pełne inwencji, pomysłu, zawsze z nutką humorystyczną i specjalnie dobrane do
zainteresowań i gustów obdarowywanych. Jakie konkretnie są to prezenty nie jest
aż tak istotne. Ważne natomiast, że zawsze są to paczki przepełnione
wspomnieniami i znaczeniem zrozumiałym tylko dla mnie i mego drogiego
przyjaciela. I zawsze powodują, że dostaje w zamian prezenty jeszcze
wyśmienitsze - czy to szczery uśmiech, czy łezkę, którą drogi mi przyjaciel
uroni. Sam zresztą proces tworzenia jest dla mnie niezwykle wartościowy, bo
każda chwila spędzona na planowaniu i wykonywaniu prezentu jest
dedykowana obdarowywanemu. Nawet jeśli tylko ja w niej uczestniczę, to czuje
jakby nasza więź stawała się dzięki temu mocniejsza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz